czwartek, 6 czerwca 2013

Random box #2: Baron von Bullshit Rides Again


         Nieuchronnie i wielkimi susami zbliża się mityczna bestia zwana potocznie sesją. Dlatego właśnie czuję teraz silną potrzebę napisania czegoś na blogu. Szczególnie, że jest o czym pisać, gdyż niespełna 24 godziny temu zakończył się drugi dzień Impact Festu, na którym nie mogło zabraknąć Cina i mnie (a także towarzyszącej nam tym razem Z.). Ale nie czas na relację z festiwalu. Tym prawdopodobnie zajmie się Cin. Dziś o dwóch historiach z ostatniej doby, przez które jestem Smutną Pandą.

         Na Impact poszedłem przede wszystkim dla Walijczyków z grupy Stereophonics. A jeszcze ściślej rzecz ujmując dla ich hitu zatytułowanego „Dakota”, który absolutnie wielbię i zaliczam do mojego prywatnego „TOP 5 Piosenek EVER”.
Udało nam się zająć najlepsze możliwe miejsca: pod barierkami, na samym środku sceny, a „Dakotę” oczywiście zagrali.
Co zatem powoduje, że nie będę tego koncertu wspominał dobrze? To, że zespół miał nas kompletnie w dupie. Widziałem wcześniej na YouTube kilka ich występów i wiem jaki potrafią mieć kontakt z publicznością. A na warszawskim Bemowie zwyczajnie im się nie chciało. Kelly Jones powiedział przez cały koncert raptem 5-6 zdań. Z czego dwa to było przedstawienie nazwy zespołu na początku i końcu koncertu… Jakbyśmy nie wiedzieli na czyj koncert przychodzimy. Ze 2 razy machnął też nonszalancko ręką zachęcając do skakania i oklasków. A gdy tylko wybrzmiały ostatnie dźwięki gitary panowie szybko wsiedli do zaparkowanego na tyłach samochodu i zmyli się do hotelu. Na nic były brawa, prośby i krzyki publiczności by do nas wyszli.

         Druga historia to dzisiejszy komunikat grupy Modest Mouse, która postanowiła odwołać całą swoją europejską trasę, by skupić się na tworzeniu nowej płyty i wrócić za rok. Dla pełnego obrazu sytuacji dodam, że odwołano łącznie 27 koncertów na największych europejskich festiwalach (w tym na polskim Open’erze). W dodatku ogłoszono to na mniej niż miesiąc przed samą trasą zostawiając na lodzie organizatorów i dziesiątki tysięcy fanów. W tym mnie.
W oświadczeniu Amerykanie piszą, że szanują swoich europejskich fanów i dlatego na wszystkie zapowiedziane festiwale przyjadą w przyszłym roku (co ciekawe stają się w ten sposób najwcześniej ogłoszonym zespołem w historii Open’era).
Uważam Modest Mouse za zespół wybitny i był to jeden z trzech występów, na które czekałem w tym roku najbardziej. I potrafię nawet zrozumieć taką, a nie inną decyzję zespołu. Zabrakło mi jednak zwykłego „przepraszam”. Moim zdaniem forma, treść i czas w jakim ten komunikat się ukazał świadczą właśnie o braku szacunku do fanów.

         I to nie tak, że teraz odwrócę się od tych zespołów. Dalej kocham Stereophonics i mam dreszcze jak pomyślę o wykonywanej na żywo „Dakocie”. Dalej kocham Modest Mouse i kiedy będą przyjeżdżać za rok to będę się jarał tak samo jakbym się jarał w tym roku. A może nawet bardziej biorąc pod uwagę perspektywę nowej, pierwszej od 2007 roku płyty długogrającej. 
Jest mi zwyczajnie przykro.

Keep Calm And Carry On!

4 komentarze:

  1. Co do kontaktu Stereophonics z publicznością to zupełnie się mylisz - to był mój 4 koncert i mogę Cię zapewnić, że oni nie należą do grup typu 30 seconds to mars (i chwała im za to!), kktórzy zamiast grać koncert dają jakieś cyrkowe show, mające niewiele z koncertem wspólnego - tam śpiewania jest tyle co kot napłakał, za to jest "świetny" kontakt z publiką i 1/2 koncertu to gadanie Jareda. Stereopghonics wchodzą na scenę po to żeby zagrać, a ja po to chodzę na koncerty, żeby słuchać muzyki na żywo. Nie mam ochoty tracic tego cennego czasu na wysłuchiwanie historyjek typu "co dziś zjadłem na drugie sniadanie". Byłam na koncercie Stereophonics w Manchesterze, byłam 2 razy w Berlinie i na tych koncertach też było niewiele gadania. Stereophonics mogą słuzć za przykład typowego brytyjskiego dystansu :) Poza tym, gdyby czas na Impakcie (tylko 1 godzina!!!) przeznaczyli na gadanie z publicznością to zaśpiewaliby raptem kilka piosenek. Nie mogli tez wyjsc na bisy, bo ogranicza ich ścisły harmonogram. Grają świetnie, kazdy ich koncert to jest pełen profesjonalizm, ja uważam tylko, że w Warszawie było coś nie tak z nagłośnieniem/dzwiekiem, bo był chwile kiedy zupełnie nie było słychac niektórych gitar (ale tak byc moze brzmi sie na festiwalu). Ostatnio w Berlinie tez stałam w pierwszym rzędzie i wszystko brzmiało genialnie, wszystkie instrumenty było słychac swietnie,dźwięk czysty niczym z odtwarzacza, nawet bliskość głośników nie zniekształcała całości.
    Aha i jeszcze jedno moje spostrzeżenie - wydaje mi się, że Stereo byli zadowoleni i zaskoczeni reakacją publiki, mysle,ze sie nie spodziewali takiego przyjęcia w Warszawie :) I nawet mój mąż przyznał, że widać było, że chcą zagrać bisy, no ale niestety, musieli zejsc ze sceny żeby "większa" gwiazda mogła oczarować wszytskie 15-latki :((( Tak na marginesie - lubie 30 seconds to mars, ale to jest chyba jedyny przykład zespołu którego lepiej sie słucha z płyt niż na koncercie (byłam na 3 ich koncertach i kazdy kolejny to było wieksze show, a coraz mniej śpiewania).
    Miejmy nadzieje, że Stereophonics jeszcze do nas zawitają, a jesli nie, to na pewno odwiedzą Berlin - a do Berlina mamy rzut beretem, a poza tym to jest takie miłe i ciekawe miasto :)))
    Pozdrawiam
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  2. Przesyłam relację z jednego z portali.
    Przyznam, że relacja to budzi we mnie ambiwalente odczucia, ale w gruncie rzeczy chyba się z nią zgadzam (tylko ten początek trochę mnie zesrożył).

    http://muzyka.wp.pl/rpid,675461,title,Stereophonics-Nie-zyczyli-nam-milego-dnia,relacja.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Modest Mouse - smutek

    OdpowiedzUsuń
  4. cytat z Facebooka Stereophonics:
    "On tour in Europe on way to rock am ring! Poland crowd were beautiful! " :))))
    Ania

    OdpowiedzUsuń