Nieuchronnie i wielkimi susami zbliża
się mityczna bestia zwana potocznie sesją. Dlatego właśnie czuję teraz silną
potrzebę napisania czegoś na blogu. Szczególnie, że jest o czym pisać, gdyż
niespełna 24 godziny temu zakończył się drugi dzień Impact Festu, na którym nie
mogło zabraknąć Cina i mnie (a także towarzyszącej nam tym razem Z.). Ale
nie czas na relację z festiwalu. Tym prawdopodobnie zajmie się
Cin. Dziś o dwóch historiach z ostatniej doby, przez które jestem Smutną Pandą.
Na Impact poszedłem przede wszystkim
dla Walijczyków z grupy Stereophonics. A jeszcze ściślej rzecz ujmując dla ich
hitu zatytułowanego „Dakota”, który absolutnie wielbię i zaliczam do mojego
prywatnego „TOP 5 Piosenek EVER”.
Udało
nam się zająć najlepsze możliwe miejsca: pod barierkami, na samym środku sceny, a
„Dakotę” oczywiście zagrali.
Co zatem
powoduje, że nie będę tego koncertu wspominał dobrze? To, że zespół miał nas
kompletnie w dupie. Widziałem wcześniej na YouTube kilka ich występów i wiem
jaki potrafią mieć kontakt z publicznością. A na warszawskim Bemowie zwyczajnie
im się nie chciało. Kelly Jones powiedział przez cały koncert raptem 5-6 zdań.
Z czego dwa to było przedstawienie nazwy zespołu na początku i końcu koncertu…
Jakbyśmy nie wiedzieli na czyj koncert przychodzimy. Ze 2 razy machnął też
nonszalancko ręką zachęcając do skakania i oklasków. A gdy tylko wybrzmiały
ostatnie dźwięki gitary panowie szybko wsiedli do zaparkowanego na tyłach
samochodu i zmyli się do hotelu. Na nic były brawa, prośby i krzyki
publiczności by do nas wyszli.
Druga historia to dzisiejszy komunikat grupy Modest Mouse, która postanowiła odwołać całą swoją europejską trasę, by
skupić się na tworzeniu nowej płyty i wrócić za rok. Dla pełnego obrazu
sytuacji dodam, że odwołano łącznie 27 koncertów na największych europejskich
festiwalach (w tym na polskim Open’erze). W dodatku ogłoszono to na mniej niż
miesiąc przed samą trasą zostawiając na lodzie organizatorów i dziesiątki
tysięcy fanów. W tym mnie.
W
oświadczeniu Amerykanie piszą, że szanują swoich europejskich fanów i dlatego
na wszystkie zapowiedziane festiwale przyjadą w przyszłym roku (co ciekawe
stają się w ten sposób najwcześniej ogłoszonym zespołem w historii Open’era).
Uważam
Modest Mouse za zespół wybitny i był to jeden z trzech występów, na które
czekałem w tym roku najbardziej. I potrafię nawet zrozumieć taką, a nie inną
decyzję zespołu. Zabrakło mi jednak zwykłego „przepraszam”. Moim zdaniem forma,
treść i czas w jakim ten komunikat się ukazał świadczą właśnie o braku szacunku
do fanów.
I to nie tak, że teraz odwrócę się od
tych zespołów. Dalej kocham Stereophonics i mam dreszcze jak pomyślę o
wykonywanej na żywo „Dakocie”. Dalej kocham Modest Mouse i kiedy będą
przyjeżdżać za rok to będę się jarał tak samo jakbym się jarał w tym roku. A
może nawet bardziej biorąc pod uwagę perspektywę nowej, pierwszej od 2007 roku
płyty długogrającej.
Jest mi zwyczajnie przykro.
Keep Calm And Carry On!
Co do kontaktu Stereophonics z publicznością to zupełnie się mylisz - to był mój 4 koncert i mogę Cię zapewnić, że oni nie należą do grup typu 30 seconds to mars (i chwała im za to!), kktórzy zamiast grać koncert dają jakieś cyrkowe show, mające niewiele z koncertem wspólnego - tam śpiewania jest tyle co kot napłakał, za to jest "świetny" kontakt z publiką i 1/2 koncertu to gadanie Jareda. Stereopghonics wchodzą na scenę po to żeby zagrać, a ja po to chodzę na koncerty, żeby słuchać muzyki na żywo. Nie mam ochoty tracic tego cennego czasu na wysłuchiwanie historyjek typu "co dziś zjadłem na drugie sniadanie". Byłam na koncercie Stereophonics w Manchesterze, byłam 2 razy w Berlinie i na tych koncertach też było niewiele gadania. Stereophonics mogą słuzć za przykład typowego brytyjskiego dystansu :) Poza tym, gdyby czas na Impakcie (tylko 1 godzina!!!) przeznaczyli na gadanie z publicznością to zaśpiewaliby raptem kilka piosenek. Nie mogli tez wyjsc na bisy, bo ogranicza ich ścisły harmonogram. Grają świetnie, kazdy ich koncert to jest pełen profesjonalizm, ja uważam tylko, że w Warszawie było coś nie tak z nagłośnieniem/dzwiekiem, bo był chwile kiedy zupełnie nie było słychac niektórych gitar (ale tak byc moze brzmi sie na festiwalu). Ostatnio w Berlinie tez stałam w pierwszym rzędzie i wszystko brzmiało genialnie, wszystkie instrumenty było słychac swietnie,dźwięk czysty niczym z odtwarzacza, nawet bliskość głośników nie zniekształcała całości.
OdpowiedzUsuńAha i jeszcze jedno moje spostrzeżenie - wydaje mi się, że Stereo byli zadowoleni i zaskoczeni reakacją publiki, mysle,ze sie nie spodziewali takiego przyjęcia w Warszawie :) I nawet mój mąż przyznał, że widać było, że chcą zagrać bisy, no ale niestety, musieli zejsc ze sceny żeby "większa" gwiazda mogła oczarować wszytskie 15-latki :((( Tak na marginesie - lubie 30 seconds to mars, ale to jest chyba jedyny przykład zespołu którego lepiej sie słucha z płyt niż na koncercie (byłam na 3 ich koncertach i kazdy kolejny to było wieksze show, a coraz mniej śpiewania).
Miejmy nadzieje, że Stereophonics jeszcze do nas zawitają, a jesli nie, to na pewno odwiedzą Berlin - a do Berlina mamy rzut beretem, a poza tym to jest takie miłe i ciekawe miasto :)))
Pozdrawiam
Ania
Przesyłam relację z jednego z portali.
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że relacja to budzi we mnie ambiwalente odczucia, ale w gruncie rzeczy chyba się z nią zgadzam (tylko ten początek trochę mnie zesrożył).
http://muzyka.wp.pl/rpid,675461,title,Stereophonics-Nie-zyczyli-nam-milego-dnia,relacja.html
Modest Mouse - smutek
OdpowiedzUsuńcytat z Facebooka Stereophonics:
OdpowiedzUsuń"On tour in Europe on way to rock am ring! Poland crowd were beautiful! " :))))
Ania