Na ten tekst miałem zupełnie inny pomysł, jednak po ostatnim weekendzie zmieniłem cały plan oraz postanowiłem wyrwać się po sztywne ramy chronologii. Wrażenia z tegorocznego Coke Live Music Festival (tak, lubię używać pełnych nazw, brzmią bardziej epicko ^^ ) ukażą się maksymalnie w ciągu tygodnia, a ich opóźnienie spowodowane jest jakże niespodziewanym nadejściem kampanii wrześniowej. Chociaż nawet ona nie potrafiła powstrzymać mnie przed spełnieniem jednego z moich festiwalowych marzeń – w miniony weekend zawitaliśmy w gościnne i odnowione progi Burn Selector Festival.
Czytając
dotychczasowe relacje z Służewca, stwierdzam, że dziennikarstwo muzyczne chyba
staje się trochę tendencyjne, albo osoby je piszące nawet na tę imprezę nie
zajrzały, a wszystkie swoje wrażenia żywcem „przepisały” z oficjalnej strony
eventu. Dlatego dużo znajdziemy tam o zaangażowaniu, nieszablonowości, super
imprezach, nastrojowości… W swoim tekście spróbuję się od tego oderwać i opisać
minione dwa wieczory z punktu widzenia ich uczestnika, nie recenzenta.
Mimo wszystko
nie można na wstępie pominąć rysu historycznego, gdyż dla wielu miał ogromny
wpływ na odbiór imprezy, czasem nawet to od niego zależała decyzja o pojawieniu
się na tegorocznej edycji. Selector powstał jako najmłodsze i najmniejsze
dziecko Alter Artu w 2009 roku. Od początku był profilowany na festiwal muzyki
elektronicznej z aspiracjami na najważniejszą i największą tego typu imprezę w
Polsce. Czy udało się tę pozycję osiągnąć? Nie mnie to oceniać. Muzyka
elektroniczna stosunkowo niedawno zagościła w moich głośnikach, a jedyną
gwiazdą w dotychczasowej historii, która mogłaby mnie interesować, byli La Roux (bo Metronomy poznałem
już po feście). W kalendarzu letnich festiwali Selector zadomowił się w
pierwszym weekendzie czerwca, czyli idealnie w czasie studenckiej sesji,
niebieskie namioty, pod którymi odbywały się koncerty rozstawiano natomiast na
krakowskich błoniach. Wszystko tak sobie pięknie funkcjonowało przez cztery
edycje, aż w 2012 roku gruchnęła wiadomość, że krakowscy radni zmniejszyli
budżet miasta na dofinansowania przedsięwzięć kulturalnych. Oczywistym było, że
to właśnie Alter Art będzie musiał wyprowadzić się z gościnnych stron stolicy
Małopolski, w końcu miał tam dwie duże imprezy. Logicznym również było, przynajmniej
dla mnie, że chwilowa bezdomność czeka właśnie Selector. Na jesieni ta informacja
została potwierdzona. Od wiosny 2013 otrzymywaliśmy kolejne informacje na temat
piątej odsłony nazywanej nowym otwarciem. Nowe miejsce – Tor Wyścigów Konnych
Służewiec (nie, Służew to NIE to samo co Służewiec) w Warszawie, nowy termin –
pierwszy weekend września, nowa formuła – do elektroniki dołączyła alternatywa.
Dla mnie bomba! Zawsze chciałem sprawdzić, jak wygląda ten event „od środka”.
Wszystkie nowości razem z ogłoszonym line-upem tworzyły zestaw, dzięki któremu
w końcu mogłem to zrobić!
Pierwsze
wrażenie? Jakie to malutkie! Niby trudno porównywać z Open’erem, Coke Live, czy
Impactem, mimo to, ciężko było na początku pozbyć się tego klaustrofobicznego
poczucia. Później uderzyła mnie niska frekwencja (na szczęście to tylko w
pierwszych godzinach). Podsumowując kwestie lokalizacji i wystroju –
organizatorzy naprawdę świetnie i z pomysłem zagospodarowali dostępny teren.
Martwi mnie jedynie brak możliwości rozwoju i powrotu sceny głównej do
poprzednich rozmiarów.
Pierwszy na
naszej liście „do zobaczenia” był polski xxanaxx. Niestety z powodu
problemów logistycznych nie zdążyliśmy na ich koncert. Żyjemy nadzieją, ze już
niedługo (byle nie w listopadzie!) powrócą do Warszawy na klubowy występ.
Zadowoliliśmy się w tym czasie burgerami od Bobby’ego ( świetne!) i Heinekenem
(kupionym bez kolejki!). Niestety za bardzo oddaliśmy się kulinarnym rozkoszom,
przez co spóźniliśmy się na kolejny koncert na Magenta Stage – UL/KR. Jakoś
bym to przeżył, gdyby nie to, że absolutnie moja ulubiona piosenka „Anonim” i
druga w kolejności „Po tak cienkim lodzie” zostały zagrane na początku.
Dalsza część występu gorzowskiego duetu w części zrekompensowała nam tę stratę.
Na początku poczułem lekkie znużenie, zapewne spowodowane przejedzeniem i
spokojnymi dźwiękami płynącymi z głośników. Później jednak otrząsnąłem się z
letargu i w pełni zatraciłem się w klimacie jaki zapanował pod mniejszym
namiotem. Zespół zaprezentował światowej klasy elektronikę, którą z powodzeniem
mogą zacząć rozpowszechniać poza granicami naszego kraju. Zdecydowanie nie
będzie przeszkadzał w tym fakt, że utwory wykonywane są w języku polskim. Wokal
fantastycznie oddaje emocje , pozwalając je poczuć każdemu słuchaczowi. Wydaje
mi się, że w zdominowanym przez angielskie teksty świecie ambitnej elektroniki
nasz ojczysty język będzie dodatkową wartością, czy wręcz egzotyką, dzięki
której UL/KR będą dodatkowo zapamiętywalni. Zdecydowanie tego chłopakom życzę i
czekam na powrót do Warszawy, chcę „Anonim” na żywo!
Później już
na stałe przenieśliśmy się pod dach Cyan Stage (tutejszy main). Na mniejszej
scenie zostali już sami DJe ze stajni Ed Banger Records świętujący
dziesięciolecie swojej wytwórni, z czego świadomie zrezygnowaliśmy na rzecz
przerw na kolejne piwa bez kolejki. Jako pierwsi na scenę weszli Archive.
Dla mnie i Garina była to już trzecia okazja to usłyszenia tego, wyjątkowo w
Polsce popularnego zespołu, na żywo. Po raz pierwszy spotkaliśmy się w 2009
roku podczas trasy promującej świetny album „Controlling Crowds”. Następnie, na
wiosnę 2010 zaprezentowali się nam w towarzystwie orkiestry symfonicznej. Po
tych dwóch, różnie ocenionych eventach można powiedzieć, że był remis, jeden
koncert dobry, jeden zły, występ na Selectorze miał być tym decydującym. Ale
nie był. Nie można chłopakom zarzucić niedociągnięć, zagrali naprawdę poprawny
set, oparty głównie na dwóch ostatnich płytach. Wcześniej wspomnianej oraz
zeszłorocznej „With us until you’re dead” oczywiście z dodatkiem takich
obowiązkowych hitów jak „Again”. Set zagrany poprawnie, ułożony jednak dość
niefortunnie. Miedzy dwoma ostatnimi albumami zespół dokonał zmian w swojej
stylistyce co niestety mocno odbija się na harmonii ich występu. Kawałki gryzły
się ze sobą, nie współgrały, przez co słuchacz momentami mógł być nieco
skołowany, zwłaszcza przy przejściach pomiędzy nimi. Dodatkowo dosłownie
zabolały mnie zmiany aranżacyjne w starszych utworach. Te z „Controlling Crowds”
zostały utemperowane, straciły część swojej mocy i pazura, „Again” natomiast,
choć nowy wokal naprawdę się starał, zostało pozbawione swojego wyjątkowego
klimatu i stopniowania napięcia. Na kolejne piwo udałem się zmieszany i nie do
końca zadowolony.
Powrót na Cyan i na scenie pojawia się James Blake. Chociaż elektronika nie jest mu obca, to jego obecność kojarzymy raczej z nowym, alternatywnym obliczem Selectora. Kiedy dwa lata temu była ogłaszana jego wizyta na Open’erze zupełnie nie czułem magii młodego chłopaka z Anglii. Tym razem był jednym z głównym powodów, dla których pojawiłem się na Służewcu. Zupełnie się nie zawiodłem. Minimalistyczna muzyka prawie w całości grana na żywo, półmrok panujący na scenie i magnetyczny wokal to najważniejsze elementy pierwszej części koncertu. Powstała atmosfera mogła być dla niektórych nużąca. Dla nich skierowana była druga połowa, którą zwiastowało hitowe „Limit to your love”, po którym nastąpiły naprawdę tłuste bity. Dla mnie były dużym zaskoczeniem, na szczęście pozytywnym, bity zdecydowanie wyższej klasy niż poczciwy David Guetta. Dopiero w poniedziałek dowiedziałem się, że wolnych chwilach James para się „didżejowaniem” w angielskich klubach.
Relacja
okazała się na tyle długą, że aby Was nie znużyć na dzisiaj już kończymy. Jutro
czeka na Was kontrowersyjny Shaking The Habitual Show od The Knife, oraz ‘kurpiowskie
wesołe miasteczko’ zaprezentowane przez M.I.A.
Zdjęcia: Rożynek
Wsparcie selekcji: Madusia







Cieszę się, że ktoś napisał recenzję "od środka", bo trochę mi było przykro czytając opinie "znawców", że Selector był nudny, rozczarowujący itd. Jak dla mnie było fantastycznie. Poznałam polskie perełki, np xxanaxx, zagraqniczną perłę Archive (trochę wstyd, że nie słuchałam ich wcześniej) no i mój ukochany magiczny James.
OdpowiedzUsuńZabieram się za czytanie recenzji drugiego dnia:)